Spóźniony sędzia debiutant

Był korek, który próbowaliśmy ominąć. Jak już to się udało zrobić, wpadliśmy na pielgrzymkę. Skończyło się na tym, że na sam koniec rozwalił się samochód – powiedział Tomasz Musiał.
PRZEGLĄD SPORTOWY: Mecz Jagiellonia Białystok – Polonia Bytom będzie pańskim debiutem w ekstraklasie. Jednak dla wielu kibiców Tomasz Musiał nie jest postacią anonimową. O pańskim niedotarciu na inauguracyjny mecz sezonu GKS Bełchatów – Polonia Bytom krążą już legendy. Od korka na trasie, przez pielgrzymkę, która zablokowała drogę, po to, że podczas podróży za bardzo z asystentami zabalowaliście. Co z tego jest prawdą?
TOMASZ MUSIAŁ: To trzecie odpada absolutnie. Reszta jest bliska prawdy. Faktycznie był korek, który próbowaliśmy ominąć. Jak już to się udało zrobić, wpadliśmy na pielgrzymkę. Skończyło się na tym, że na sam koniec rozwalił się samochód i w efekcie przyjazd do Bełchatowa okazał się niewykonalny.

PS: Jak to rozwalił się samochód?
Jak już staraliśmy się ominąć pielgrzymkę, czyli robiliśmy taki objazd od objazdu, to trafiła się naprawdę słaba droga, niemalże polna. Wpadliśmy w dziurę, zawieszenie się urwało i samochód się rozkraczył. Wydaje się to nieprawdopodobne, tym bardziej że wyjechaliśmy w trasę z sześciogodzinnym zapasem. A, i do tego uszkodzony został jeszcze zbiornik z gazem, więc trzeba było czekać na lawetę.

PS: Kiedy poinformowaliście zwierzchników, że nie dotrzecie na mecz? W korku, w momencie kiedy nadzialiście się na pielgrzymów, czy już z polnej drogi?
Od początku dawaliśmy znaki, że coś jest nie tak. Plan awaryjny był przygotowany.

PS: Kolegium Sędziów dość ciekawie potraktowało wasz przypadek. Zamiast drakońskich kar czy zawieszeń, wasza trójka sędziowska zaczęła gwizdać w pierwszej lidze w miastach na mapie oddalonych od Krakowa najdalej jak tylko można.
Na początku strasznie bałem się, że nas zdegradują. Człowiek walczy kilkanaście lat o ekstraklasę, a tu przed debiutem coś takiego się trafiło. Na szczęście ludzie okazali się bardzo przychylni, no i dali mi kolejną szansę. I prawda,
w międzyczasie zaliczyłem Świnoujście, Suwałki i Gorzów Wielkopolski. Zwiedziłem tę najbardziej odległą od Krakowa część kraju.
PS: Kibice zapamiętali panu spóźnienie?
Oj tak. Już podczas pierwszego meczu, kiedy gwizdałem na Cracovii spotkanie Młodej Ekstraklasy, pojawiały się docinki, że dobrze, że chociaż tutaj dotarłem na czas.

PS: Może kibice Cracovii dokuczali panu ze względu na ojca, Adama, który jako piłkarz wiele lat spędził po drugiej stronie Błoni, w drużynie Wisły?
Nigdy z tym problemów nie miałem, może dlatego, że wychowałem się na osiedlu zdominowanym przez kibiców Cracovii. Pojedyncze przypadki owszem się zdarzają. Ostatnio ktoś groził, że wyrzuci mnie z Naszej Klasy. Trudno, przeżyję

PS: Wyjeżdża pan teraz na mecze wcześniej?
Dostałem nauczkę. Na każdy dalszy wyjazd w drogę będę wyruszał dzień wcześniej.

PS: Finansowo pan ucierpiał? Sędziowanie w pierwszej lidze jest wyceniane niemal trzy razy niżej od tego w najwyższej klasie.
Nie chodzi o kasę. Mam 29 lat, chcę być sędzią i wiążę z tym swoją przyszłość. Na zarabianie pieniędzy przyjdzie jeszcze czas. Na razie chcę przede wszystkim pokazać się w ekstraklasie.

PS: I na dzień dobry dostaje pan mecz w Białymstoku, a tam czeka już trener Jagiellonii Michał Probierz. On, kiedy ma świadomość, że sędziuje mu młody arbiter, potrafi wywierać presję.

Staram się o tym nie myśleć. Na boisku wyłączam się i nie reaguję na krzyki. Już ze dwa razy zdarzyło mi się sędziować panu Probierzowi, jeszcze w czasach, kiedy prowadził Widzew Łódź. Poza tym spotkałem go kilka razy, kiedy pełniłem rolę arbitra technicznego, więc myślę, że aż tak anonimową postacią dla niego nie jestem. Jest to trener zachowujący się dość żywiołowo, ale jakoś nigdy nie miałem z nim problemów.

PS: A nie ma pan ciśnienia gwizdać w meczu, w którym po boisku będzie biegał Tomasz Frankowski? On jest sporo starszy od pana.
Jakby tak każdy sędzia myślał, że w jednej drużynie gra Wayne Rooney, a w drugiej Didier Drogba, to ciężko byłoby mu dobrze poprowadzić zawody. Aczkolwiek jeśli „Franek” po meczu podejdzie i podziękuje za dobre sędziowanie, będzie naprawdę miło
.

PS: Stresuje się pan przed sobotnim meczem?
Oj tak. Kiedy okazało się, że gwiżdżę na Jagiellonii, odebrałem mnóstwo telefonów od przyjaciół, którzy życzą mi szerokiej drogi. A powinni chyba raczej szerokich torów, bo jadę tam pociągiem. Samochód jednego z moich asystentów, ten którym nie dojechaliśmy do Bełchatowa, jest autem pechowym, więc nie użyjemy go więcej.

PS: Urodził się pan w Anglii, czyli w Białymstoku zobaczymy angielski styl sędziowania?
Z tą Anglią spokojnie, mieszkałem tam tylko dwa lata, choć nie ukrywam, że staram się nie przeszkadzać w grze. Sam kiedyś kopałem piłkę, więc wiem, o co w tym chodzi. Lubię twardą, męską grę, ale bez fauli.

PS: Sędziowanie w stylu Howarda Webba?
To bezsprzecznie jeden z najlepszych arbitrów na świecie. Nie ukrywam jednak, że wolę, jak on gwiżdże w Anglii, tak po angielsku. W przypadku meczów międzynarodowych stopuje się, mniej puszcza grę.

PS: Webb był jednym z bohaterów filmu dokumentalnego „Zabić sędziego”. Rzeczywiście tak wygląda praca arbitrów od kuchni? Włosi przed meczem rozmawiają o cappuccino, Anglicy stają przed lustrem i przyglądają się swojej prezencji?
Film jak najbardziej prawdziwy i pouczający. Uwagi i przekleństwa, jakie sędziowie wymieniają między sobą przez systemy komunikacji, to normalna sprawa. Przed lustrem w szatni staję, owszem, ale po to, żeby sprawdzić czy wyglądam jak człowiek. Czy mi koszulka ze spodenek nie wystaje, czy komunikator jest schowany. Rękami przed lustrem nie wymachuję. A jak się jedzie na mecz, to rozmawia się o wszystkim: pracy, życiu czy problemach. O wszystkich pierdołach, byle zabić czas i stres, jaki został do rozpoczęcia spotkania.

Rozmawiał ŁUKASZ CIELEMĘCKI

źródło: www.sports.pl

Od redakcji IPSRA:  Swój debiut Tomasz Musiał (syn wielokrotnego reprezentanta Polski w pilce noznej Adama) zaliczyl jednak we Wrocławiu sedziujac mecz Slaska z Polonia Warszawa ( a nie jak jest w artykule Jagiellonia – Polonia B.), z a ktory to mecz zebral wiele pochwal. Brawo Tomek!